Chocholi taniec wokół Trybunału Konstytucyjnego

Opublikowano w 1 listopada 2026 16:00

Ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego dobitnie pokazały, że instytucja, która miała stać na straży Konstytucji i praw obywateli, stała się cieniem samej siebie. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że obserwujemy już nie kryzys Trybunału Konstytucyjnego, lecz agonię idei, na której został zbudowany.

Trybunał Konstytucyjny miał być strażnikiem ustawy zasadniczej. Miał korygować błędy ustawodawcy, niejednokrotnie tworzącego prawo pospiesznie, bez należytej refleksji nad jego konsekwencjami. Przede wszystkim jednak miał chronić obywatela przed arbitralnością władzy i przepisami naruszającymi jego konstytucyjne prawa i wolności. Tymczasem od ponad dekady jesteśmy świadkami systematycznego osłabiania tej instytucji. Kolejne ingerencje władzy ustawodawczej i wykonawczej, polityczne nominacje i partyjne interesy stopniowo pozbawiały Trybunał tego, co dla sądu konstytucyjnego najważniejsze - niezależności, autorytetu i społecznego zaufania.

To, co obserwujemy dzisiaj, stanowi ponure zwieńczenie tego procesu.

Sceny rozgrywające się przed siedzibą Trybunału i w jego murach przypominają istny chocholi taniec. Politycy przybywają, aby zrobić sobie zdjęcia, opublikować relacje w mediach społecznościowych i wykrzyczeć kilka sloganów w obronie praworządności. Głowa państwa uczestniczy w nocnych przepychankach w siedzibie konstytucyjnego organu. Część sceny politycznej wymownie milczy.

Jedni i drudzy przekonują, że walczą o Trybunał Konstytucyjny.

Wszyscy zdają się jednak zapominać o jednym - nie ma już czego bronić w takim kształcie, w jakim Trybunał dziś funkcjonuje.

Nie chodzi przecież o budynek, stanowiska ani personalną obsadę urzędu. Chodzi o instytucję, której rozstrzygnięcia powinny budzić szacunek niezależnie od tego, kto sprawuje władzę. O strażnika Konstytucji, a nie uczestnika politycznego sporu.

Nie wierzę, aby kolejne zmiany personalne czy nowelizacje ustaw były w stanie samodzielnie przywrócić Trybunałowi utracony autorytet. Poziom polaryzacji życia publicznego osiągnął taki stopień, że niemal każde działanie naprawcze, niezależnie od rzeczywistych intencji jego autorów, będzie utożsamiane z określoną stroną politycznego konfliktu i spotka się ze sprzeciwem jej przeciwników. Nawet przy założeniu dobrej woli polityków i szczerej chęci odbudowania niezależnego sądownictwa konstytucyjnego próba uzdrowienia Trybunału w obecnych realiach przypomina reanimowanie trupa na oczach publiczności, oczekującej kolejnego spektaklu.

Stanisław Wyspiański lepiej by tego nie wymyślił...

Pozostaje pytanie, co musiałoby wydarzyć się w naszym społeczeństwie, abyśmy wreszcie przestali traktować Trybunał Konstytucyjny jak polityczne trofeum i podjęli rzeczywistą próbę zbudowania na nowo niezależnego strażnika Konstytucji. Przypomina mi się zdanie, które usłyszałam przed laty podczas jednego z wykładów na studiach prawniczych:

Ostatni cud miał miejsce ponad dwa tysiące lat temu.

Kurtyna.